Chyba powinnam się przyzwyczaić do tego, że zawsze jakieś sprawy zostaną niewyjaśnione. Może kiedyś za miesiąc, dwa...albo i nawet pół roku będzie okazja, aby szczerze (bądź pod wpływem środków powodujących uzewnętrznianie się) porozmawiać i wyjaśnić co jest na rzeczy. Dokładnie tak samo jak jakieś 1,5 miesiąca temu. Próbuję pozbierać się do kupy, przemyśleć wszystko i poukładać na półkach. Częściowo już mi się to udało. Zdecydowanie łatwiej jest się podnieść na duchu po tak budujących słowach jak dzisiaj, które zawierały też część krytyki. Niesamowitą radość sprawia jak ktoś doświadczony, stwierdza ze bez problemu poradzimy sobie z trudnym wyzwaniem. Dzięki temu nie żałuję ani chwili poświęcenia i dostaję motywację do działania. Fantastyczne uczucie, a do pełni szczęścia potrzebny byłby jeszcze jeden element, ale to już zbyt ciężka kwestia do przełknięcia.
Miłej nocy życzę :)
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
niedziela, 15 kwietnia 2012
crazy on you.
Ten weekend wyczerpał mnie psychicznie dostatecznie. Stres zasysający żołądek, nieprzespana noc, słuchanie "płaczliwych" piosenek, zwijanie się w małą kulkę zajmującą może 1/5 łóżka, małe strumyczki łez, powracanie do bliskich wspomnień, a nawet odmówienie wyjścia na piwo. Pewnie to kwestia mojego niezrównoważenia psychicznego, albo po prostu "dawnych nowych" doznań. W każdym razie niech los mi wynagrodzi te okropne dwa dni czymś dobrym.
Dlaczego człowiek ma tendencję do wyobrażania sobie czegoś, czego jeszcze nie ma i nawet nie wiadomo czy będzie. Wszystko oparte jest na ruchomym gruncie, na którym snujemy swoje fantastyczne plany. Potem coś się poruszy, a my zostajemy na lodzie bez uprzednio przygotowanego planu B. I tym sposobem cierpimy, bo coś nie poszło tak jakbyśmy chcieli. Zgodnie z jednym z praw Murphy'ego "Jeśli coś może się nie udać, to się nie uda", większość rzeczy idzie właśnie tym torem. Mam nadzieję, że akurat ta kwestia nie zboczy na tą drogę....ale co za dużo to niezdrowo, więc może już nie będę więcej pisać na ten temat.
Kolorowych snów i przespanej nocy życzę wszystkim.
Dlaczego człowiek ma tendencję do wyobrażania sobie czegoś, czego jeszcze nie ma i nawet nie wiadomo czy będzie. Wszystko oparte jest na ruchomym gruncie, na którym snujemy swoje fantastyczne plany. Potem coś się poruszy, a my zostajemy na lodzie bez uprzednio przygotowanego planu B. I tym sposobem cierpimy, bo coś nie poszło tak jakbyśmy chcieli. Zgodnie z jednym z praw Murphy'ego "Jeśli coś może się nie udać, to się nie uda", większość rzeczy idzie właśnie tym torem. Mam nadzieję, że akurat ta kwestia nie zboczy na tą drogę....ale co za dużo to niezdrowo, więc może już nie będę więcej pisać na ten temat.
Kolorowych snów i przespanej nocy życzę wszystkim.
wtorek, 10 kwietnia 2012
Passion
Czasami zastanawiam się jakby moje życie wyglądało, gdybym nie miała żadnej pasji. Nie miałabym czemu poświęcać swojemu czasu. Nigdy po szkole bez względu na pogodę nie biegłabym na złamanie karku, aby tylko zdążyć na tramwaj i wyruszyć w godzinną podróż po to, żeby spędzić trochę czasu z najwspanialszym koniem na świecie. Nie wiem w jakim stopniu jest to pasja, a w jakim przywiązanie do zwierzaka. To jest chyba zmieszane razem z łyżeczką ambicji i szczyptą łez. Lubię jeździć do niego nawet w najgorszą pogodę, lubię oddawać mu swoje drugie śniadanie w postaci jabłka, a przede wszystkim lubię to, że jest bardzo "ludzki". Widać kiedy jest zazdrosny, czasami się obraża, miewa gorsze dni, cieszy się, wysłucha wszystkich problemów, sprowadza mnie na ziemię, zachowuje się jak dziecko, poznaje mnie, wie że smaczki noszę w prawej kieszeni i dobrze wie kiedy jestem zła. Może dla większości jest to stek bzdur, ale nikt kto nie miał pasji związanej z żywą istotą, nie jest na tyle kompetentny aby mnie oceniać. Kocham to co robię i mam nadzieję, że nic nie stanie mi w życiu na drodze, abym mogła to kontynuować. Na zdjęciu główny temat dzisiejszej notki.
Życzę wszystkim miłego powrotu do szkoły oraz dobrej nocy ;)
Życzę wszystkim miłego powrotu do szkoły oraz dobrej nocy ;)
czwartek, 5 kwietnia 2012
Change your thoughts
No właśnie, bo przecież trzeba zmienić tylko sposób myślenia. Z pozoru łatwe zadanie jest dużym wyzwaniem dla wielu z nas. Przez kilka dni udawało mi się utrzymywać jakże błogi stan szczęścia. Bo z drugiej strony jak się nie cieszyć skoro otaczają mnie tacy ludzie ? Zrywanie się z lekcji, masa śmiechu z rzeczy dla innych zupełnie niezrozumiałych, nawet milczenie razem jest przyjemne. Dodatkowo przez te dni świeciło słońce co spowodowało, że swoim szczęście obdarzałam każdego napotkanego człowieka poprzez uśmiech. Miałam wrażenie, że mogę zmienić cały świat. Ale życie kopie nas wszystkich po tyłku. I właśnie ten jeden kopniak zbudził mnie z tego snu bez konkretnego powodu, ot tak po prostu. Może dlatego, że słońce nas opuściło, a może dlatego, że ostatnio czytam zbyt dużo Mendozy, który z resztą doszczętnie mnie pochłonął. Chyba po raz pierwszy czytałam książkę z taką fascynacją, a jej treść dokładnie wsiąkała w najgłębsze pokłady mojej psychiki. Może to właśnie ten autor zasponsorował mi inne spojrzenie na świat, przez które pogubiłam się w tej śmieszności życia w XXI wieku.
Ostatnio jednak chyba zaczynam się rozsypywać regularnie, małymi kawałkami, ale mimo wszystko się rozsypuję. Nie brakuje mi oparcia, bo jego mam bardzo dużo i w każdej chwili o każdej godzinie mogę liczyć na spotkanie bądź podnoszący na duchu telefon. W tej chwili jednak chyba nie chodzi o tego typu wsparcie. Tu nie wystarczy dotrzeć tylko do tych płytkich myśli przyćmiewających na jakiś czas umysł, stwarzając wrażenie udanej egzystencji. Tutaj trzeba dotrzeć do samego centrum, pokonać kilka nietrudnych przeszkód i znaleźć odpowiedni klucz do zakurzonych drzwi. A to wszystko jest dokładnie utrudniane przez złośliwość losu, który każdą okazję do szczęścia omija wielkimi krokami, dając mi jedynie złudne nadzieje. Na jedno...nie wiem czy mogę jeszcze liczyć, a nawet jeśli to sobie poczekam jeszcze...Na drugie miałam nie czekać w ogóle, wszystko podane na tacy, ale los zdecydował pokrzyżować plany...jak dobrze pójdzie to uda się to naprawić, ale do tego muszę znaleźć motywację dla siebie oraz dla drugiej osoby biorącej udział w planie. A tymczasem sama jestem osobą dla innych, której potrzebuję. Co się stało z moim egoizmem, ambicjami i odwagą, których niegdyś miałam w niesamowitych ilościach ?
Może dramatyzuję, a może to chwilowe załamanie, to chyba nie ma znaczenia....dobrze, że jest coś co mnie od tego wszystkiego odciąga na chwilę.
Ostatnio jednak chyba zaczynam się rozsypywać regularnie, małymi kawałkami, ale mimo wszystko się rozsypuję. Nie brakuje mi oparcia, bo jego mam bardzo dużo i w każdej chwili o każdej godzinie mogę liczyć na spotkanie bądź podnoszący na duchu telefon. W tej chwili jednak chyba nie chodzi o tego typu wsparcie. Tu nie wystarczy dotrzeć tylko do tych płytkich myśli przyćmiewających na jakiś czas umysł, stwarzając wrażenie udanej egzystencji. Tutaj trzeba dotrzeć do samego centrum, pokonać kilka nietrudnych przeszkód i znaleźć odpowiedni klucz do zakurzonych drzwi. A to wszystko jest dokładnie utrudniane przez złośliwość losu, który każdą okazję do szczęścia omija wielkimi krokami, dając mi jedynie złudne nadzieje. Na jedno...nie wiem czy mogę jeszcze liczyć, a nawet jeśli to sobie poczekam jeszcze...Na drugie miałam nie czekać w ogóle, wszystko podane na tacy, ale los zdecydował pokrzyżować plany...jak dobrze pójdzie to uda się to naprawić, ale do tego muszę znaleźć motywację dla siebie oraz dla drugiej osoby biorącej udział w planie. A tymczasem sama jestem osobą dla innych, której potrzebuję. Co się stało z moim egoizmem, ambicjami i odwagą, których niegdyś miałam w niesamowitych ilościach ?
Może dramatyzuję, a może to chwilowe załamanie, to chyba nie ma znaczenia....dobrze, że jest coś co mnie od tego wszystkiego odciąga na chwilę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
