Ten weekend wyczerpał mnie psychicznie dostatecznie. Stres zasysający żołądek, nieprzespana noc, słuchanie "płaczliwych" piosenek, zwijanie się w małą kulkę zajmującą może 1/5 łóżka, małe strumyczki łez, powracanie do bliskich wspomnień, a nawet odmówienie wyjścia na piwo. Pewnie to kwestia mojego niezrównoważenia psychicznego, albo po prostu "dawnych nowych" doznań. W każdym razie niech los mi wynagrodzi te okropne dwa dni czymś dobrym.
Dlaczego człowiek ma tendencję do wyobrażania sobie czegoś, czego jeszcze nie ma i nawet nie wiadomo czy będzie. Wszystko oparte jest na ruchomym gruncie, na którym snujemy swoje fantastyczne plany. Potem coś się poruszy, a my zostajemy na lodzie bez uprzednio przygotowanego planu B. I tym sposobem cierpimy, bo coś nie poszło tak jakbyśmy chcieli. Zgodnie z jednym z praw Murphy'ego "Jeśli coś może się nie udać, to się nie uda", większość rzeczy idzie właśnie tym torem. Mam nadzieję, że akurat ta kwestia nie zboczy na tą drogę....ale co za dużo to niezdrowo, więc może już nie będę więcej pisać na ten temat.
Kolorowych snów i przespanej nocy życzę wszystkim.
Ojjj jak ja nie cierpię myśleć, serio. Zawsze mam jakieś myśli, którymi się dołuję. Chyba jak większość ludzi, przed snem leżę i układam sobie jakieś różne historie. Nonsens!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! :)