czwartek, 5 kwietnia 2012

Change your thoughts

  No właśnie, bo przecież trzeba zmienić tylko sposób myślenia. Z pozoru łatwe zadanie jest dużym wyzwaniem dla wielu z nas. Przez kilka dni udawało mi się utrzymywać jakże błogi stan szczęścia. Bo z drugiej strony jak się nie cieszyć skoro otaczają mnie tacy ludzie ? Zrywanie się z lekcji, masa śmiechu z rzeczy dla innych zupełnie niezrozumiałych, nawet milczenie razem jest przyjemne. Dodatkowo przez te dni świeciło słońce co spowodowało, że swoim szczęście obdarzałam każdego napotkanego człowieka poprzez uśmiech. Miałam wrażenie, że mogę zmienić cały świat. Ale życie kopie nas wszystkich po tyłku. I właśnie ten jeden kopniak zbudził mnie z tego snu bez konkretnego powodu, ot tak po prostu. Może dlatego, że słońce nas opuściło, a może dlatego, że ostatnio czytam zbyt dużo Mendozy, który z resztą doszczętnie mnie pochłonął. Chyba po raz pierwszy czytałam książkę z taką fascynacją, a jej treść dokładnie wsiąkała w najgłębsze pokłady mojej psychiki. Może to właśnie ten autor zasponsorował mi inne spojrzenie na świat, przez które pogubiłam się w tej śmieszności życia w XXI wieku.
  Ostatnio jednak chyba zaczynam się rozsypywać regularnie, małymi kawałkami, ale mimo wszystko się rozsypuję. Nie brakuje mi oparcia, bo jego mam bardzo dużo i w każdej chwili o każdej godzinie mogę liczyć na spotkanie bądź podnoszący na duchu telefon. W tej chwili jednak chyba nie chodzi o tego typu wsparcie. Tu nie wystarczy dotrzeć tylko do tych płytkich myśli przyćmiewających na jakiś czas umysł, stwarzając wrażenie udanej egzystencji. Tutaj trzeba dotrzeć do samego centrum, pokonać kilka nietrudnych przeszkód i znaleźć odpowiedni klucz do zakurzonych drzwi. A to wszystko jest dokładnie utrudniane przez złośliwość losu, który każdą okazję do szczęścia omija wielkimi krokami, dając mi jedynie złudne nadzieje. Na jedno...nie wiem czy mogę jeszcze liczyć, a nawet jeśli to sobie poczekam jeszcze...Na drugie miałam nie czekać w ogóle, wszystko podane na tacy, ale los zdecydował pokrzyżować plany...jak dobrze pójdzie to uda się to naprawić, ale do tego muszę znaleźć motywację dla siebie oraz dla drugiej osoby biorącej udział w planie. A tymczasem sama jestem osobą dla innych, której potrzebuję. Co się stało z moim egoizmem, ambicjami i odwagą, których niegdyś miałam w niesamowitych ilościach ?
  Może dramatyzuję, a może to chwilowe załamanie, to chyba nie ma znaczenia....dobrze, że jest coś co mnie od tego wszystkiego odciąga na chwilę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz